poniedziałek, 7 grudnia 2015

Jedzenie we Francji czyli do trzech razy sztuka

Niedawno ktoś zapytał mnie jak czuję się we Francji i co ten wyjazd dla mnie oznacza. Pewna myśl nasunęła się automatycznie: pobyt we Francji to dla mnie fascynującą podróż poprzez różnice kulturowe. Odkrywanie wszystkiego co inne okazuje się niezwykle interesującym zajęciem, a Francję staram się chłonąć całą sobą.

Odkrywanie różnic kulturowych wiąże się często z przełamywaniem pewnych schematów myślowych. Na przykład takich, że zjedzenie posiłku może być decyzją spontaniczną...

Jakiś czas temu, spędzając miłe słoneczne popołudnie wspólnie z M., wpadłam na pomysł spontanicznego wypadu do restauracji. Pogoda była tak piękna, że zaplanowaliśmy najpierw romantyczny spacer, a później równie romantyczny posiłek w pobliskiej knajpce. Nie patrząc na zegarki (wszak była sobota, a szczęśliwi czasu nie liczą), zaczęłam szykować się do wyjścia. 

Tak. To był pierwszy błąd.

Sytuacja była jeszcze do uratowania, mogliśmy zabrać ze sobą bagietki na drogę. Ale kto wtedy myślał o bagietkach, przecież mieliśmy zjeść porządny, trzydaniowy obiad. Akurat wybiła 15:00, wymarzona pora na posiłek. 

Jak zapewne wszyscy wiedzą, a ja dowiedziałam się dopiero po godzinnych poszukiwaniach, oczywiście nie udało nam się zjeść absolutnie NIC. Zmarznięci i głodni wróciliśmy do mieszkania, psiocząc na francuskie zwyczaje. Mogłam wtedy usiąść do internetu i poczytać w jakich dokładnie godzinach jedzą Francuzi. Ale tego nie zrobiłam.

Oczywiście, to był błąd nr dwa.  

Kolejną sobotę spędziliśmy na zwiedzaniu i podziwianiu pobliskiej miejscowości. Wybiła akurat godzina 18:00, najwyższy czas aby zjeść kolację. Po poprzedniej nauczce uznaliśmy, że na wszelki wypadek chwilę jeszcze pospacerujemy i do drzwi restauracji zapukaliśmy dopiero o 18:40. W środku krzątali się kelnerzy, światło zapalone, stoły nakryte, byliśmy więc pewni że tym razem uda nam się spokojnie zjeść. Niedoczekanie... Miły pan zaprosił nas uprzejmie do środka i równie uprzejmie oświadczył, nieco zaskoczony naszą wizytą, że zaprasza o 19:00. Merde.... 

Kulminacyjnym punktem naszych restauracyjnych zmagań była wycieczka do Annecy. Oczywiście zachwyceni widokami i pochłonięci do reszty podziwianiem miasteczka, nie pilnowaliśmy czasu

I tutaj mamy błąd trzeci.

Przegapiliśmy porę obiadową i ocknęliśmy się dopiero o 17:00, że w zasadzie, to jesteśmy zmęczeni i głodni. Rozglądaliśmy się za jakąś otwartą restauracją bez większych nadziei na sukces, jednak około 18:00 udało nam się dostrzec przytulną, otwartą restaurację z wywieszonym menu. Uradowani, zajęliśmy stolik i poprosiliśmy o menu. I tutaj, oczywiście, nie nastąpiło szczęśliwe zakończenie. Dostaliśmy kartę win, tylko. Bo kuchnia wydaje posiłki od 19:00. C'est fini

*

Cóż, teraz już mamy stuprocentową pewność, że godziny posiłków to we Francji rzecz święta niezależnie od regionu, ilości turystów czy pory roku. 

Tak, przełamywanie schematów myślowych to proces, który wymaga czasu. Mój uważam za przełamany NAPRAWDĘ skutecznie :-)

jedzenie_we_Francji


6 komentarzy:

  1. No tak, na to każdy się łapie na początku :)
    W regionie paryskim jest łatwiej, bo praktycznie przez cały dzień w piekarniach można kupić kanapki. A w Paryżu gdzieś tam się da zjeść poza porą obiadową, trzeba tylko dobrze poszukać. Na Korsyce natomiast większość restauracji jest w międzyczasie zamknięta, zwłaszcza zimą i nawet wina się nie napijesz ;)
    Błędy początkujących, każdy je kiedyś popełniał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak istnieją wyjątki :) Lepiej jednak nie będę przywiązywać się do tej myśli, bo jeszcze okaże się, że nie do trzech razy sztuka, a czterech ;))

      Usuń
  2. Haha,ja do tej pory nie mogę się do tego przyzwyczaić.Do tego,że MUSZĘ jeść wtedy kiedy tradycja nakazuje, a nie kiedy mój organizm oznajmia mi ,że jest głodny.A w Polsce narzekałam,że jemy w tak różnych porach,że nigdy razem itd.Teraz mam dość, wszystko takie od - do, jak od linijki proste i schematyczne.Pustki w lodówce też dobijają, choć nie wiem po co miałabym w niej coś przechowywać poza składnikami na obiad czy kolację,bo nawet podjadać mi się nie chce pomiędzy posiłkami ,bo przez tą opcję regularyzacji życia nie bywam nawet głodna :( Ech życie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też narzekałam, że jemy o różnych porach i nie ma okazji spokojnie porozmawiać przy posiłku, chyba mamy za swoje ;)) Ciekawa jestem, czy mnie uda się przyzwyczaić do tego jedzenia o określonych godzinach, trochę czarno to widzę ;)

      Usuń
  3. Ha ha ha witamy na prowincji ;)
    Ale zobaczysz, przyzwyczaisz się! Tak Ci się organizm wyreguluje, że będziesz jadła z zegarkiem w ręku i to bez podjadania ;) Co ma swoje bardzo dobre strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na te dobre strony właśnie po cichu liczę :D Zresztą jakże byłoby nudno, gdyby nas nic nie zaskakiwało za granicą :))

      Usuń