W tym roku prezenty świąteczne udało mi się zgromadzić wyjątkowo wcześnie, choć oczywiście nie bez trudu ;) Ostatnich drobiazgów szukaliśmy w sobotę, co nie było najlepszym pomysłem, bo chyba całe miasto zdecydowało się robić zakupy właśnie tego dnia. Najważniejsze jednak, że akcja zakończyła się powodzeniem i prezenty są już prawie gotowe.
Prawie, bo najważniejszy prezent świąteczny jest nieco DIY i zdecydowałam się wykonać go w Polsce. Perspektywa poszukiwania sklepu papierniczego, drukarki oraz wyjaśniania Francuzowi od drukarki jak ma wyglądać wydruk nieco mnie przeraziła i postanowiłam uporać się z tym w domu. Podzielę się jednak pomysłem, bo może kogoś to zainspiruje :-)
Mój mąż podzielił się ze mną niedawno ciekawostką, o której dowiedział się w pracy. Otóż, okazuje się, że we Francji istnieje zwyczaj częstowania się w okresie okołoświątecznym cukierkami o nazwie papillotes. Mają one bardzo charakterystyczny wygląd:
Małżonek wpadł na pomysł, aby tę
tradycję przenieść do Polski i podzielić się w tym roku z rodziną
des papillotes. Oczywiście przyklasnęłam radośnie, zachwycona takim mężowskim zaangażowaniem w temat. Nie byłabym jednak sobą, gdybym odrobinę tego pomysłu nie rozwinęła:
paczuszka cukierków dla każdego członka rodziny oraz przypięte
spersonalizowane karteczki z napisem
"Zjedz mnie, gdy..." :) Moje karteczki są już gotowe i czekają na wydruk oraz przypięcie do cukierków. Większość z nich dotyczy konkretnej osoby, ale jest też kilka bardziej uniwersalnych:
Być może komuś ten pomysł się spodoba, mnie zainspirowało zdjęcie znalezione w sieci:
 |
| Źródło: zszywka.pl |
Na koniec dodam, że już po:
- skrupulatnym rozdzieleniu cukierków,
- spakowaniu ich w osobne woreczki
- ułożeniu w walizce, gotowych do podróży
dowiedziałam się, oczywiście przy okazji pisania tego wpisu, że każdy taki cukierek zawiera jakąś wiadomość (cytat, żart itp). No i teraz tak spoglądam ciekawskim okiem na swoją walizkę.... :-)