Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka francuskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka francuskiego. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lutego 2016

Francuski dla początkujących ESKK - zeszyty do nauki francuskiego

Dzisiaj chciałabym opisać swoje ostatnie odkrycie tzn. zeszyty do nauki j. francuskiego o których pisałam tu: nauka-francuskiego-pulapka-wlasnych-oczekiwan 

Wpis podzieliłam na kilka części: 
1) Opis ogólny + zdjęcia
2) Opis szczegółowy tj. zalety i wady + zdjęcia
3) Kwestie techniczne


Francuski dla początkujących ESKK
- Europejska Szkoła Kształcenia Korespondencyjnego 

1) Opis ogólny:

Po sfinalizowaniu zakupu dostajemy 20 zeszytów zawierających 40 lekcji, czyli każdy zeszyt składa się z dwóch lekcji. Do zestawu dołączony jest segregator oraz 20 płyt CD. 

Zalety
+  Segregator umożliwia zachowanie porządku, dzięki czemu zeszyty nie fruwają po całym pokoju. A w moim przypadku byłoby to pewne. 

+  Nagrania można do woli kopiować, więc francuski umila mi czas np. w drodze na zakupy. Jest to o tyle cenne, że mogę wsłuchiwać się w dialog, który już wcześniej przerobiłam i dzięki temu oswajać się z wymową. 

ESKK

francuski dla początkujących
francuski dla początkujących


2) Pokaż kotku co masz w środku:

Każdy zeszyt podzielony jest na następujące działy: gramatyka, wymowa, słownictwo, słuchanie i mówienie, czytanie i pisanie, podsumowanie.

ZALETY:

  • Każdy dialog, każde nowe słówko i prawie każde ćwiczenie są nagrane. Dla mnie jest to absolutny hit, bo przy samodzielnej nauce takie nagrania stanowią jedyne źródło wiedzy na temat poprawnej wymowy.
  • Zapis fonetyczny! Ileż ja się tego naszukałam w różnych podręcznikach. Najczęściej kończyło się porażką i sama wyszukiwałam w słowniku, a później notowałam. Teraz też notuję, ale już nie muszę szukać - duża wygoda i oszczędność czasu. 
  • Bardzo dużo różnych ćwiczeń utrwalających poznany wcześniej materiał. Ćwiczenia także ze słuchu.
  • Teksty i dialogi są czytane w naturalnym tempie, czyli płynnie i dosyć szybko. Czasami mam trudność, żeby zrozumieć je za pierwszym razem, ale to pozwala uczyć się mówionego języka. 
  • Ciekawy pomysł na powtórki ze słownictwa < KLIK > Otóż, w tzw. minisłowniczku słówka francuskie są zapisane kolorem czerwonym. Za pomocą czerwonej nakładki (dołączonej do zestawu) stają się one niewidoczne i widzimy tylko słówko w j. polskim. Krótko mówiąc, prosty sposób na zastąpienie klasycznego zasłaniania ręką :) 
  • Gramatyka jest wyjaśniania zwięźle i zrozumiale < KLIK > Na tyle zrozumiale, że ja, laik absolutny, wiem o co chodzi. 
  • Na końcu każdej lekcji znajduje się krótkie podsumowanie gramatyki oraz odmiana poznanych czasowników KLIK >
  • Każdy zeszyt zawiera na końcu: odpowiedzi do ćwiczeń, słowniczek wszystkich stosowanych słów (gdyby coś nam wcześniej umknęło) oraz zapis nagrań

Zalet jest całe mnóstwo, teraz kilka WAD:

  • Każda lekcja zawiera dużą dawkę nowych informacji i na początku przygody z językiem może to skutecznie zniechęcić (mnie zniechęciło, na szczęście sięgnęłam ponownie).
  • Informacje są rozsypane, np. znalezienie konkretnego zagadnienia gramatycznego, które przerabialiśmy kilka lekcji wcześniej jest trudne. Ja poradziłam sobie z tym problemem zakładając zeszyt i przepisując zasady gramatyczne oraz odmianę czasowników.
  • Taka forma nauki wymaga dużego samozaparcia i mobilizacji. 

wymowa francuskagramatyka francuska


części ciała po francusku
Czerwona nakładka

zaimki przymiotne dzierżawcze
Gramatyka

czasownik devoir odmiana
Krótkie podsumowanie gramatyki

3) Kwestie techniczne:

  • Do twórców można dostać się tędy: http://eskk.pl
  • ESKK dysponuje zeszytami do nauki różnych języków, a także kursami zawodowymi (komputerowe, księgowe, kadrowe, logistyczne, etc)
  • Ja mam wydanie z 2006 roku, teraz istnieje wersja uaktualniona:
Źródło: eskk.pl
Na koniec ciekawostka. Kurs ten jest stworzony przez firmę, która zajmuje się edukacją na odległość. W środku każdego zeszytu znajduje się test, który podobno można do nich wysłać i nauczyciel odeśle poprawiony. Nie korzystałam z tej formy, więc nie wiem czy działa, ale informuję :)

A Wy z jakich pomocy naukowych korzystacie? 

czwartek, 11 lutego 2016

Nauka francuskiego - pułapka własnych oczekiwań

Ostatnimi czasy mocno zaniedbałam to miejsce, nadeszła pora aby się wytłumaczyć :)

Po pierwszym zachłyśnięciu Francją, językiem oraz wszystkimi nowościami z tym związanymi, dopadło mnie.... zniechęcenie. Początkowo uczyłam się jak szalona - całe dnie spędzałam na mozolnym tłumaczeniu piosenek, klikaniu w Memrise, nazywaniu otaczających mnie przedmiotów... A efekty wciąż były mizerne. 

W międzyczasie odkryłam fantastyczną stronę do szlifowania angielskiego i moje zainteresowanie skierowało się właśnie tam. Ach, jakież to przyjemne mieć świadomość, że pracujesz nad wdrapaniem się na poziom C1. TO jest prawdziwa satysfakcja, sukces, fanfary i juupi czujesz, że żyjesz! A nie jakieś głowienie się nad wyartykułowaniem absolutnie podstawowych stwierdzeń z życia codziennego. 

Na szczęście zachowałam jakieś resztki rozsądku i francuski nie poszedł całkowicie w odstawkę, uczyłam się go wciąż codziennie, ale zdecydowanie krócej. Poprzestawałam na Memrise, ale nieuchronnie nudził mi się on coraz bardziej. Postanowiłam więc znaleźć nową metodę nauki

Bez przekonania sięgnęłam po komplet zeszytów ćwiczeń mojego M., które przeglądałam po raz pierwszy zaraz po przyjeździe do Francji. Zeszyty są przeznaczone do samodzielnej nauki, ale i wymagające. Jeden zeszyt to dwie lekcje, ale w każdej z nich jest dużo dialogów, słuchania i całe mnóstwo słownictwa oraz ćwiczeń do wykonania. Jak łatwo się domyślić, tuż po przyjeździe do Francji jako absolutna świeżynka językowa - przeraziłam się niemiłosiernie swoim absolutnym brakiem rozumienia czegokolwiek. Jednorazowa, zalecana partia materiału do przyswojenia przypieczętowała wspomniane przerażenie i w efekcie odrzuciłam to wszystko z niesmakiem.

Jak więc mówiłam, niedawno sięgnęłam po te materiały ponownie

I tutaj nastąpiło olśnienie. Eureka. Ach! Ja rozumiem!
Przejrzałam jeden zeszyt i całkiem sporo rzeczy już wiedziałam, Następny poświęcony był liczbom i tutaj kolejny uśmiech, bo przecież już to przerabiałam.

Zachęcona takimi budującymi obserwacjami, rozpoczęłam naukę. Oczywiście, wciąż nie jest różowo, bo o wiele trudniej zmobilizować się do regularnego wypełniania ćwiczeń, słuchania, czytania na głos i notowania, niż do regularnego klikania

Cieszę się jednak, że udało mi się pokonać kryzys i wróciłam do efektywnej nauki francuskiego. Zaowocowało to również, jak widać, powrotem na bloga :-)

P.S.
Wspomniany w poprzednim wpisie podręcznik niestety nie sprawdził się, bo brakuje w nim nagrań - nauka wymowy okazała się mocno problematyczna.

nauka francuskiego



czwartek, 26 listopada 2015

Jak się uczyć? Odkrycie miesiąca

Przyznam, że mąż zaoszczędził mi przedzierania się przez różnego rodzaju pomoce naukowe i odnalazł bardzo przydatną platformę edukacyjną do nauki online: Memrise.com 



Strona jest o tyle interesująca, że zawiera wiele różnych kursów. Za pomocą Memrise można uczyć się zarówno języków obcych jak i każdej innej dziedziny - geografii, historii, anatomii, astronomii, a nawet odkrywać takie ciekawostki jak np. motyle północnej Europy :) Dodatkowym atutem jest możliwość tworzenia własnego kursu, niedawno utworzyliśmy więc własną bazę słówek, którą stopniowo rozbudowujemy. 

Ilość dostępnych kursów jest oszałamiająca, warto więc poświęcić chwilę czasu na odnalezienie takiego, który najlepiej będzie odpowiadał naszym potrzebom. Memrise oferuje częste powtórki, naukę pisowni, układanie zdań z rozsypanych wyrazów, a także memy ułatwiające zapamiętywanie nowych słówek. Niektóre kursy zawierają również dźwięk, co podbiło mnie całkowicie, bo to bardzo ułatwia naukę w początkowej fazie przygody z językiem. 

Warto dodać, że program umożliwia obserwowanie postępów naszych znajomych, a także innych osób poprzez śledzenie rankingów. Możemy więc zbierać punkty i przechodzić na kolejne poziomy wtajemniczenia :) 

Jak na razie widzę same zalety tego programu, trudno mi więc wskazać jakieś niedoskonałości, ale pozostanę czujna :)

nauka francuskiego


środa, 25 listopada 2015

Kilka lat wstecz... czyli złe miłego początki :)

Długo nosiłam się z zamiarem założenia bloga i... w końcu jest. Ostatecznym (i nareszcie skutecznym) bodźcem, który pchnął mnie w tym kierunku stała się chęć nauki języka na wszelkie możliwe sposoby. Z naciskiem na wszelkie możliwe :-)

Jeszcze dwa lata temu gdyby ktoś powiedział mi, że będę mieszkać za granicą i samodzielnie uczyć się francuskiego - nie uwierzyłabym. Warto podkreślić, że samodzielna nauka języka jak i mieszkanie we Francji można potraktować jako równie abstrakcyjne w moim przypadku. 

Otóż, moja przygoda z francuskim rozpoczęła się w liceum. Pełna zapału, entuzjazmu i wiary w swoje nieograniczone możliwości przyswajania wiedzy - wybrałam langue francaise jako drugi język. Oczami wyobraźni widziałam siebie biegle władającą tym pięknym językiem, tłumaczącą teksty Aznavoura i Dassin... Niestety. Już po pierwszym miesiącu nauki zaczynałam żałować swojej decyzji, a po pół roku zapałałam desperacką chęcią ucieczki

Zwykle w takich przypadkach obwinia się nauczyciela, nie będę więc szczególnie oryginalna. Swoją nauczycielkę francuskiego wspominam przede wszystkim jako niezainteresowaną naszymi postępami w nauce, czego najlepszym dowodem było moje balansowanie pomiędzy oceną dobrą i bardzo dobrą - przy poziomie wiedzy sprowadzającym się do je m'appelle. Tę piękną przygodę z językiem zakończyłam więc w wieku 17 lat, zrażona i przekonana, że każdy inny język, ale już nie francuski

Pomimo tych niesprzyjających okoliczności moja miłość do Charlesa i Joe pozostała nienaruszona. Po ukończeniu szkoły bardzo romantycznie (jak wówczas sądziłam) postanowiłam sobie, że skoro nie udało mi się samodzielnie przetłumaczyć ich tekstów - pozostaną one dla mnie nieznane. Całkiem serio, do dzisiaj nie mam pojęcia o czym śpiewają, ale śpiewają merveilleux :)

Cały romantyzm Francji zamykał się dla mnie w muzyce. Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie spacerującej brzegami Sekwany, delektującej się kasztanami z Placu Pigalle'a, ani wpatrującej się tęsknym wzrokiem w wieżę Eiffla. Prawdę mówiąc na kilka lat nawet zupełnie o tej Francji zapomniałam... Rzadziej słuchałam Aznavoura, a podstawy gramatyki przyswajane w liceum najwyraźniej wyparłam.

Kwestia mieszkania za granicą to osobny temat, który można skrócić do jednego zdania: (notabene stanowiącego tytuł całkiem przyjemnej książki) nigdy w życiu!  

Jak to się stało, że moim nowym mottem stało się nigdy nie mów nigdy to temat na inny wpis, ale póki co... o ironio! Je suis en France, a nauka francuskiego zaczyna sprawiać mi nie lada frajdę, czego wyrazem będzie ten właśnie blog :-) 

nauka francuskiego